KRÓTKI KURS CHIRURGII
MÓZGU
/A/
Na posadzie urzędnik
sprawuje swój urząd
Z powinowactwa ku
bystrości swojej obupłciowości.
Zwracam się do niego
z problemem
“mojego celu do
celu”, a on nie karmiony nowymi frazesami
nagradza mój zapał
miażdżąc moją godność,
błędnie idącą
przodem.
Daję się ocenić, lecz
on napada, rozkładając podatki
Taksuje mnie do cna i
wymierza wyrok – WOLNY !
/B/
Beczę jak Kara,
oczerniając za plecami wrak samotności.
Zadyma grzechu
głupcom mózg świdruję.
Zabawny błąd językowy
pływa po szachownicy i ciało graweruje.
Widlasty stanik – sznurówka głaz sielanki
rozpala.
Argument ciężarem
swym drąg do góry podnosi i w błazeńskim krwawieniu
Nadyma się jak księga
meldunkowa.
Głupiec na boku
interes ubija z kpiną.
Ach , zaprawdę taki
punkt oparcia pętli przywołuje egzekucję sądową.
Pierwowzór kabały dla
krzykaczy już mamy!
/C/
Wabisz mnie śpiewem
chóralnym.
Wapniem łupiesz zegar
zimny i próbujesz
Mnie porównać z
ludem.
Kielich napełnij
zmianami gdyż koguci samiec
Jadalny jest tylko
podczas studiowania.
Winszuję członkom
Korporacji Pękającego Kondoma.
Że skobel zamykają za
palącym się ogniem.
Więc wywieś banderę i
czekaj.
/D/
Złudzenie masz ze
mnie niegrzeczna kochasz.
Bez przeszkód odbiorę
tytuł męża.
Szargaj ostro meszek,
a dynastia będzie zachowana.
Dynamicznie kasę
zbieraj, nie śpij.
Grube płótno wykręci
cię z zaślepienia miłości.
Drzwi tylnie są jak
książka o właściwościach leczniczych ziół.
I tak odmalują cię w
totalnym zepsuciu moralnym.
/E/
Hrabia w zażartej
walce na słowa
Ukrył w piersi ryk
chłodny.
Wieczorem wychwalał
wyziewanie ducha.
Gospodarczym okiem
pod oknem się położył
Naskórkiem
przykrywając jednostajność pokusy
Uciekł wejściem dla
emigrantów
Ustanawiając krótki
rys historii.
/F/
Wściekły jestem na
topniejącą gąbkowatość
Mojej ukochanej. Będę
wędził szczęście na kształt kary.
Kredyt zaufania
wyżartuję z buntownikiem bez władzy.
Ta niesłychanie
czysta kita piór przeciw gorączce mojego strachu.
Będę nadal wbrew
zewnętrznej powierzchni.
Cienką błonką jesteś
zabezpieczona flaszko ma !
Zaatakuj mnie z lewej
i z prawej, no trzepocz piersiami
I zdobywaj miotając
pocałunki na wszystkie moje wcielenia.
/G/
Nie jesteśmy
przeklęci.
Zarodkiem jesteśmy
wyprzedzonym.
Duchem zegarów
słonecznych graweruj swoje żądze.
Zgrzytnij zębami.
To granulowanym
babuniom żwir gust kratuje
Och, Boże! Winogronom
pozwól tę skorupę przeniknąć.
Oddaję się tobie pod
opiekę.
Chichoczesz swą płcią
młoda kobieto!?
Czy to pułapka, czy
pas?
Dar natury, pozłacany
dureń żelatyną swą pochlapał.
A przecież jest ich
większość w produkcji.
/H/
Powinieneś był
zapytać co głupiec, co wolf
A co haszysz ma znaczyć?
Gram na harfie, zgoda
ale ubiór twój
Musi być zmordowany i
odważny.
Muszę przy nim długo manipulować.
Jestem przecież twoim
więźniem wymuszonym.
Głowa, twoja głowa
samowolnie cię opuszcza jak heroina
Pięcioboczna. W
największym hangarze, niczym wieprz w chlewie,
Będziesz mieszkać,
przyprószona siwizną.
/I/
Doglądasz wciąż
bezwonne wnętrze mego losu.
A ja jestem Ikar i
tak będę cię kochał.
Jestem wyobrażeniem
bóstwa, rozpalonym ogniem nieprzeniknionym.
Niezależna nimfo, nie
zwisaj udzielając wiadomości,
Lecz stań się
swawolną dziewczynką występującą przeciwko prawu.
Gdybyś była piramidą,
mógłbym badać cię latami,
Ale ty jesteś ideą.
Karbujesz moją korę,
myśl zostawiając byle jaką.
Dziob mnie, chociaż
pożywny nie jestem,
Lakieruj mnie na
sposób japoński,
Włócząc się po moim
ciele wesoło.
Bez żadnych
pośredników.
/J/
Okręć liną bystrość
towarzystwa.
To upominek -
beczułka celtyckiego piwa.
Kiermasz kołków i
kluczy, rzeczy głównych, przysmaczków.
Naucz się wreszcie o
królestwie wysuszonym w piecu lub suszarni.
Wprowadź gwałtem w
swe płuca dobrotliwy dymek indyjski,
Aż suchość zrosi
twoje mniemanie.
Słuchaj głosu na ustach świecącego.
I oddziałek gotów!
/K/
Przyklejam etykietę
lokajowi z rodziny wesołków.
Dniówkarz, mdły za
życia i po śmierci dotykał z lekka
powierzchni.
Liliput polubił
podszewkę surduta i bieliznę dziewczęcą.
Handlujesz bzdurami
czerwony towarzyszu. Masz wargi,
Ale nie jesteś z rodziny króla pamięci.
Limit wyczerpany,
handel frazesami szarpie moją logikę.
Kędzior twego łona,
niczym krużganek wzniosły, całą ciżbę na krótki dystans wodzi.
Rzuć kości, głośno,
niską cenę zapłacą za wab.
/L/
Jeszcze całą milę mam
do twych zbrojowni,
doprowadzasz mnie do szaleństwa Lady.
Złotowłosa
majestatycznie spieszy się do bezwstydności.
Wzbiera w siebie
łatwo wilgoć.
Malwersacja sutków
nie jest szkodliwa tylko w wieku XX,
Żłób, czyli dawniej
noszona suknia kobieca, to typowe miejsce karierowiczów.
Na margines,
stosownie w notatki zakopać nie jednego członka zgromadzenia.
Z miodem przypłynę do
ciebie,
gdy wszystkich
karierowiczów gównem poczęstuje na zawsze.
Pamiętnik wtedy
otworzę i naszkicuję twoją harmonię ku pamięci.
/M/
Nimfo – capnij
perłową macicą i w punkt zenitu wyceluj.
Łajaj, kąsaj
paznokciami moją naiwność.
Ojczyzna poczeka, mam
chorobę morską.
Poczekaj, twą szyję i
kark naszyjnikami z Omanu upiększę,
Z magii
czarnoksiężników nektar sporządzę i igłą wprowadzę
Do wnętrza twego. Nie
znam równej w koczowaniu po moich
Myślach, rusałko
krzykliwa.
/N/
Dąb, orzechem swym
przysięga posłuszeństwo śmierci.
Zaklinam niemających
pary że zapach wymiecie ich do karmiących się mięsem.
Niedojedzone ofiary
dla polityków, opiaty dla mieszkańców miast.
Ja mieszkaniec Kraju
Wschodu Słońca zwalczam te plugastwa.
/O/
Z lekka dotykam tylko
okna świata,
Ozonem zatruty.
Pokój jest li tylko
przyjemny dla podniebienia.
Blady pałac nie jest
lekarstwem na wszystkie choroby.
To podobieństwo do
mafii to libertynizm.
Talent na stół,
reszta niech służy za podkład pryczom ugniecionym.
Namiętność ma
rdzewieje postronnie zdając egzamin w lombardzie.
To maska
doskonałości, hemoroid władzy, konstruktywny gniew.
/P/
Kułak z czworokątem
coś sylabizuje
Spór to osobliwy
Jeden grzęźnie w
naturalnej rurce,
Drugi orzeźwiony
sarka zmami gasi. Przykryj się kołdrą
Pikowaną ilorazem
zasług.
/Q/
Imperatyw – liczba
dowolna - co dzień stan swój obszarpuje,
wzbudzając szacunek u
władzy.
Racja, ogonek szczura
to za mało aby porywać dysydentów.
Ochłoń ze strachu
czerwono gardła zgryzoto.
Przywdziej godność
regenta i wyuzdaj się.
/R/
Zmieniasz brzmienie
drewnianych chodaków.
Rozpieszczasz mnie
sacharynowym wypoczynkiem.
Sabatem kość krzyżową
nakręcasz.
Ordynarnie rzępolisz
na nocnym nocniku.
Potrzebuję cię tylko
jako serwis dla koszul.
Jednak odpychająco na
mnie działasz, li tylko wtedy gdy jesteś piękna jak zjawa.
Zarzucam sieci na
zręczną różę.
A ty oblężasz moje
usta na hasło hipochondryka.
Pełzasz po moim
ciele, w ślad za wiosną, a wyższy urzędnik sztywno
Usypia bezsenność
gdym wszystkie bzdury na stołku skręcił w prostej linii.
/S/
Bzdurą chwasty
zapędzić do karczmy na smakowanie herbaty.
Dziegciem twe slogany
pokryję, opalę i wyprawię na skórzane buty.
Czasami teoria
gniewnie pasożytuje na twoich myślach.
Przyozdób swój
sopran, zdeptanym kontr basem, a bagaż obetnę ci sam
Umowa czy trójkąt
małżeński to trepanacja twojej czaszki, łotrowska sztuczka
Ty jesteś przecież
pięknością wyrobów dzierganych i maszyn do pisania.
Daj mi więc tyrańska
władzę na pocałowanie cię.
/T/
Wszechobecna , brak
cię jednak w płaszczu brzydoty.
Ostatnia, a jednak
uciekająca poza światy.
Skarżysz się że
cienistość skrajnie odkryje twą
nieśmiałość,
niepoznawalną, nieposkromioną, niezbadaną.
Ta mała lichwa ukryła
ruch wielkomiejskiego moczu.
Przebudzona ze snu
przepysznie mnie podniecasz.
/U/
Napiwek walerianą
zakrapiaj.
Pochwę smaruj i
puszczaj myśli samopas.
To tylko próżnia w
szkarłatnej wymowie.
Walizka ekstazy
Lamperia na zawsze
opłakana,
odchylona torba właściciela zaginionej owcy.
Wóz sznurkiem
związany.
Pałeczka ostrzegająca
o zdrowiu.
Opiekuj się mną w
przechowalni zepsucia.
/W/
Jestem rzemieślnikiem
za nic w świecie nie noszący szlafroczka.
Pieczęć swoją stawiam gdy dzieło wykonane.
Krzywdę zagniewam
literą.
Zielonkawy płomień przeszywa
statek win.
Ześliznąłem się
między ręce a igraszek wzajemne zadowolenie.
/Y/
Jestem strzelcem
żółtą tęsknotą jodłujący.
Krzyczę do ciebie
królewno że jarzmo zakładasz.
Młodość w niedalekiej
odległości rozczula dzień dzisiejszy.
Łódka już czeka by zboczyć w otchłanie. Całuj
mnie .
Stratuj robactwo pożyczone zza wschodniej
granicy.
Ubolewam nad grząskim
typem twej ochoty.
/Z/
Śmieszek i błazen -
powiadasz - gorliwość i zapał wykazał.
Wół garbaty wschodu.
Harem otwórzmy, a nie
będzie wiatru
Bo zenit nasz pracuje
ze słabym zapałem.
Zero? Sfermentuj z
ziemią i żałuj, o sumienie, że więcej mnie nie usłyszysz.
_________________Jan.Miro_________________
0819
0391

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz