KRÓTKI KURS PUNKROKA
by Jan. Miro. 1989 yr.
Oj!!!
Są
takie miejsca w Warszawie, gdzie wznoszą niekiedy ten okrzyk osobnicy w
wieku średnim. Nie odmawiając sobie uciech stołu, prowadzą niespieszne
wspominki o tych dziejach, kiedy to agrafki sprzedawano wprawdzie na
kartki, za to nie było jeszcze w mieście dilerów i kilerów. To obraduje
grupa "ZBOWiD-u", weterani punkowego Związku Bojowników o Wolność i
Demokrację. Niewdzięczna Ojczyzna o nich zapomniała...
Jerry
Garda powiadał, że kto pamięta lata 60-te zapewne zmyśla, bo za dużo
się wtedy "towaru kręciło" w towarzystwie, żeby ktokolwiek mógł coś
pamiętać. Wprawdzie Warszawa nie Kalifornia, ale i mnie pamięć do dat i
historycznych wydarzeń dziwnie nie służy. Musiałem więc sięgnąć do
kalendarzy i rozmaitych dzienników, by sobie to i owo przypomnieć.
1978 r. -
ogólnie rzecz biorąc: Najpierw kilka słów o Polskim Punku (PP). Rację
mają starzy towarzysze z Wydziału Młodzieżowego PZPR, że punkową modę
importowano ze "zgniłego Zachodu". W '78 r. w gazetach pojawiały się tu i
ówdzie notatki o brudnej, hałaśliwej młodzieży o odstraszającym
wyglądzie, obwieszonej agrafkami i popijającej piwo na rogach ulic.
Młodzież ta wyznaje kult nienawiści i pluje na siebie...". Prasa
przedstawiała tą drogą ostateczny upadek i nihilizm Zachodu. Nic
dziwnego, że części polskiej młodzieży rzecz trafiła do gustu.
Rok '78 to
był już bardzo "schyłkowy Gierek". Ekipa tego ostatniego doprowadziła
kraj na skraj finansowej zapaści, by potem - jak mawiali dowcipni -
"wykonać śmiały krok do przodu". Zmęczeni posthipisi rzępolili
nieznośnie długie solówki, na dancingach podpici bankietowicze kołysali
się wdzięcznie w rytm Abby i afrykańsko-niemieckich przebojów Boney-M i
Gumbaja. Popersi i inne gnidy dworskie panoszyli się na Starówce. W
Warszawie szczytem luksusu był zbudowany przez Szwedów Hotel Forum, w
którym brylowali cinkciarze, tajni agenci i prostytutki. W sklepach
puchy, płyt na lekarstwo, głód świata i zabawy nienasycony.
Kwiecień 78: Henryk
Gajewski, niezmiernie pracowity i ruchliwy szef Galerii Remont w
Warszawie, organizował pierwszy festiwal sztuki performance. Obok
awangardzistów postanowił nań zaprosić grupę Video Heads z Amsterdamu i
londyński zespół punkowy The Raincoats. Rzecz odbywała się w klubie
Remont, prowadzonym przez Socjalistyczny Związek Studentów Polskich.
Takie kluby, a było ich - rozsianych po całej Polsce - sporo, pełniły
rolę "wentylów bezpieczeństwa". Dla młodych karierowiczów, którzy
wstąpili do partii, zapewniały przy tym lokal na popijawy i inne
draństwa. Niemniej sporo się wartościowych rzeczy w takich klubach
wydarzyło - wystaw, pokazów filmowych, koncertów jazzowych. Henio
sprezentował stolicy występ prawdziwych punkowców. Razem z Tomkiem
Lipińskim pracowaliśmy na tym festiwalu jako tłumacze-piloci; trochę dla
forsy, trochę dla przygody. No i ci Raincoats...
Lipa,
czyli Franz, jakoś się dziwnie od pewnego czasu ubierał, chociaż
jeszcze poprzedniego lata wygrywał na Barbakanie "dylany" i
południowoamerykańskie rytmy Airto Moreiry. Chyba wtedy dostał pierwsze
płyty Sex Pistols i kogoś tam jeszcze, więc na występ Raincoatsów był
przygotowany. Zespół - trzy dziewczyny i Nick, perkusista - był
arcymiły, grał trochę melancholijnego punka, za to w hotelu (nasze
socjalistyczne, luksusowe Forum) zalał wodą podłogę i sympatycznie
narozrabia.
=Największym
zaskoczeniem na koncercie była obecność kilku młodzieńców w czarnych
marynarkach, z agrafkami - jeden miał wetkniętą nawet w policzek (potem
odkryliśmy ten patent na bezbolesne "przekłuwanie"). Była o grupa śp.
Krzyśka Milera, w której m.in. byłem Ja, Wojtas i kilku gości z giełdy
płytowej=[Miro]
Lato '78: z
Konstancją na wybiegu. "Wybieg" to byt warszawski (Rynek Starego
miasta; w ogródku Hortexu zasiadali latem przyszli ZBOWiD-owcy PE.
Była kawa, lody z przywiędłymi truskawkami, zero alkoholu, co zresztą
nam nie przeszkadzało, bo napojów wyskokowych raczej nie używaliśmy(!)
(pijusy i żule to byli "oni", ludzie systemu). Nazwę "wybieg" puściła w
obieg Konstancja Julia Ostoja Radogost Uniechowska (córka rysownika
Antoniego Uniechowskiego), u której spotykali się często warszawscy
punkowcy z opcji "tilterskiej". W mieszkaniu wypełnionym antykami,
starymi bibelotami z tureckim bębnem wojennym i rogiem jednorożca
włącznie, dziwnie kontrastowało organizacyjne odzienie, szpiczaste
fryzury itp. Uwielbiana przez wszystkich mama Konstancji, pani Felicja, z
wdziękiem tolerowała towarzystwo, natomiast jej znajomy, rysownik i
wielbiciel horroru, Franciszek "Byk" Starowieyski, usiłował
przelicytować młodych, twierdząc, że on prawdziwych londyńskich
punkowców zna i wie, że są o niebo od nas lepsi - mają marynarki
naszpikowane ostrymi szpilkami, które groźnie ranią potencjalnego
napastnika. W tym wspaniałym domu Konstancja prowadziła punkowski
salonik, na parkietach którego anarchizujący frustraci mogli wreszcie
się poczuć jak awangardyści.
Listopad 78: Deadlock, Speedboats i German matches w Gdańsku.
Deadlock
to była grupa-legenda, przez niektórych - na przykład Kazika - stawiana
na równi z Brygadą Kryzys. - Deadlock byt zjawiskiem koncertowym na
pewno niepowtarzalnym -mówi Kazik. - To kapela, która potrafiła zrobić
niemalże misterium z koncertu w klubie. Mimo ze ledwo umieli dźwięk
wydobyć z instrumentów.
Jesień-zima 78: KSU oraz Fornit.
W
Ustrzykach Dolnych powstaje zespół KSU, a w Warszawie Paweł Kelner
zakłada Fornit. Pablo wspomina w "Pasażerze": Trzy akordy i jazda... Jak
mieliśmy zagrać pierwszy koncert w moim liceum w Wilanowie, to
Misiek (perkusista) nie dość, że grać za bardzo nie potrafił, to jeszcze
tego dnia nie był w stanie w ogóle grać. Więc zamiast niego zagrał z
nami stary, łysy zgred z kapeli knajpianej i czadził na maksa.
Wiosna 79: Warszawa-Gdansk-Warszawa. Kursująca
po Wybrzeżu grupka -Franz, Konstancja, Rastaman i inni - poznaje
"załogę gdańską", wśród nich członków Deadlocka, Maćka Rudego, Fidela,
Pana Różę, Lutra, Szymona oraz Marka Paliniaka i Garego Helia... Po
bardziej lub mniej wesołych przygodach, m.in. w nadmorskich komendach
MO, silna grupa przybywa do stolicy PRL.
Kazik Staszewski - wówczas w grupie Poland. Na Festiwalu Nowej Fali w Toruniu pryskał na ludzi farbą w spraju.
=Instruktorzy -
oficerowie Milicji Obywatelskiej - tłumaczyli swoim podwładnym, że obok
gitowców i czynników antysocjalistycznych pojawił się nowy, groźny wróg
ludu i Ludowej Ojczyzny - punkowcy. "Są oni faszystami, wyróżniają zaś
ich spośród tłumu kolczyki i inne niemęskie ozdoby". Na dołku można więc
było wylądować za kolczyk, agrafę, brak dowodu i podobne przewinienia;
milicjanci straszyli, czasem lali pałami. Pobyt przepisowy: 24 godziny,
niekiedy repeta, czyli tzw. "cztery--osiem". Redaktorzy poczytnych
dzienników sygnowanych przez jedyną partię oraz szefowie działów w TVP
otrzymali półtajne materiały dotyczące "nowych zjawisk młodzieżowych".
Jedno z takich opracowań wpadło w nasze ręce. Wymięty kawałek
maszynopisu stanowił instruktarz PP. Wojtek świsnął go "staremu".
Wkrótce na giełdzie udało się nam podkupić płyty Ramones i Shame'69 i
innych. Po południach spotykaliśmy się u Wojtka na "przesłuchaniach".
Artykuł opisywał też inne grupy młodzieżowe w Anglii m.in. teddyboys,
mods, rockers i hellangels. =[Miro]
Kwiecień '79: PP
w Warszawie. Koncert The Boors (późniejszy Kryzys) i Adam & Smoki w
Aninie - uznawany za symboliczny początek warszawskiej sceny punkowej.
No i występ zespołu Liars (z Kazikiem w składzie), grającego numery
Buzzcocks, Clash i Magazine - jako "kapela z Manchesteru". Prima
aprilis, ale publiczność to kupiła...
=nie wszystka, grupa Krzyśka i Wojtka trochę pohałasowała=[Miro]
Brylewski: -
Zagraliśmy w Aninie, bo mama Mrówy (Irek Mrowiński - przyp. red.) była
tam dyrektorką Domu Kultury. Było daleko i ciężko z dojazdami, ale za to
mieliśmy tam dobre warunki. Tak dobre, że można nawet było skręcić małą
imprezę w sali na 40 osób, która musiała pomieścić 100. Na koncertach
zdarzało się, że nagle z głośników płynęły słowa radzieckiego spikera.
Na początku wszyscy podejrzewali jakąś prowokację, a okazało się, że to
po prostu przez interferencję fal elektromagnetycznych na fuzzach
odbieraliśmy fale radiowe.
Lipiec '79: Lubań.
"Muzyczny Camping", na którym miały wystąpić Deadlock i Kryzys na
sprzęcie pożyczonym od Krystyny Prońko. Nic z tego nie wyszło... koncert
przerwały bójki między bramkarzami i punkową publiką. Większość
karczków-bramoli mało się z resztą od milicji różniła. Same chamy.
Lato '79: Maciek
Rudy. Gitarzysta Deadlocka, człowiek o sporym talencie i
melancholijnych skłonnościach. Po Lubaniu Maciek wyjechał z Konstancją
do Amsterdamu, zażyć nieco swobody i wolności; po powrocie założył w
Warszawie, razem z Franzem i Lutrem, efemeryczne combo pod nazwą
Deadlock, potem The Artists. Pobyt w stolicy Maćkowi nie służył; wrócił
później do Gdańska, zmarł tragicznie. Wtedy to grupa "tiltersów"
eksperymentowała z kwasem...
14 Września '79: próba
The Artists. Taką właśnie bezpretensjonalną nazwę wymyślili koledzy dla
warszawsko-gdańskiej kapeli, w której mieli grać Maciek i Luter z
Deadlocka, Franz z Warszawy i ostatecznie Rastaman na basie. Miesiąc
później testowano sprawdzoną już nazwę Deadlock, potem jeszcze inne; w
listopadzie '79 próba odbyła się pod nowym szyldem: Tilt.
30 października '79: bibułki. Tego rodzaju zapiski w kalendarzu oznaczają jedno: strasznie trudno było te cienkie papierki zdobyć...
10 października '79: koncert Tiltu
W
klubie Ursynek. Pierwszy koncert legendarnej grupy odbył się właśnie w
tym zapyziałym klubiku na południowych rubieżach Warszawy. Na takie
koncerty chadzało się "kupą", w nadziei, że kupy nikt nie ruszy -
punkrok był formułą nową i często budzącą nieuzasadnioną agresję wśród
tubylców. Tak też było w "Ursynku", klubie SZSP Akademii Rolniczej.
Przyszli agronomowie, zawiedzeni, że to nie będzie normalna potańcówka,
zagłuszali mizerny sprzęt nagłaśniający rykami, których pozazdrościć by
mogli najwięksi punkowcy. Nie rozumiejąc, że uczestniczą w wydarzeniu o
wymiarze historycznym, postanowili na koniec spuścić muzycznej
awangardzie baty. Ze scenerii ursynkowskiego wieczorku najbardziej
zapamiętałem błotniste zarośla, którymi wymykaliśmy się z klubu;
otaczały nas ciemności i wizja sztachet, stylisk, prasłowiańskich cepów.
28 listopada '79: koncert
Tiltu W Remoncie. Wyczyny na południu miasta spowodowały błyskawiczną
reakcję Centrali: pierwszy koncert punkowy w Remoncie! Prawdziwy sukces -
pod naporem publiki pękły szyby, zdezorientowanym bramkarzom,
zagorzałym wrogom niechlujnych punkowców, zmiękła rura, na sali tłum
punkowej załogi. Antytilterskie okrzyki wznoszą nasi przyszli
przyjaciele, toporna muzyka rozluźnia obyczaje, zespół zostaje
wyróżniony pokaźną ilością śliny (plucie zastępowało w ówczesnej modzie
wstydliwy pocałunek uznania). Tomek Rastaman, jako nieugięty higienista,
miał na takie okazje przygotowane naczynie z wodą, którą polewał
śliniących wielbicieli (tradycja wielkanocna).
Tomek
Rastaman. Rastek, vel Książę Michał lub Misiu, zwany też niekiedy
Czyściochem, z racji przesadnej schludności i nienagannych strojów, był
dość niezwykłym filarem tiltowskiego tria. Niestrudzony propagator
reggae nad Wisłą, basista Tiltu wyposażony był w zaczytany egzemplarz
Biblii, która zarazem stanowiła poręczny schowek na bibułki, listki
"tytoniu Bongo" itp. Dzięki jego działalności misyjnej całe rzesze
młodych Polaków poznały brzmienie i teksty takich esencjonalnych
dreadmenów, jak Ras Michael (krewny Rastka), Prince Far I, Count Ossie,
naturalnie BMW (/ love Bob Marley on BMW and Harley), a nawet
dżamajka-disko, z refrenami w stylu: Why, why, why, why, your pussy
sweet so? Do skarbca technik gry na basie Tomek wniósł na pewno
smarowanie strun i gryfu kremem Nivea, "żeby były miększe i lepiej palce
chodziły".
Grupa Tilt. Za perkusją Luter (Jacek Lenartowicz) i kiedyś mizerny (z wyglądu) perkusista Tiltu i wydawca "Pasażera". Dziś trochę przytył, jest scenarzystą filmowym i producentem. Mieszka w Amsterdamie.
Grupa Tilt. Za perkusją Luter (Jacek Lenartowicz) i kiedyś mizerny (z wyglądu) perkusista Tiltu i wydawca "Pasażera". Dziś trochę przytył, jest scenarzystą filmowym i producentem. Mieszka w Amsterdamie.
6 grudnia '79: koncert
w Toruniu. Pierwszym profesjonalistą z branży muzycznej, który się
punkiem na serio zainteresował, był Waldek Rudziecki, wówczas szef
toruńskiego klubu SZSP "Od nowa". Waldek zaprosił Tilt na dwa koncerty;
odbył się tylko jeden, tym razem nieskutecznie zagłuszany przez
zdegustowany tłum miłośników Paula McCartneya. Doszło do potyczek z
publicznością, a potem zespół udzielił pierwszego bodaj wywiadu w
studenckim radiu "Piernik" (albo "Kopernik"). Po latach ZBOWiD wykupił
taśmę, a to z powodu krótkich, trzy-, cztero- i pięcioliterowych
wyrażeń, które stanowiły zasadniczą treść odpowiedzi udzielanych
inteligentnym redaktorom "Piernika".
8 grudnia 79: Gdańsk,
Luter. Luter, czyli Lutek vel Babka (zwany tak z racji wymizerowanej
postury), perkusista, autor wielu przebojowych tekstów Tiltu, wydawca
"Pasażera", "Papieru Białych Wulkanów". Słowo "piekielnie inteligentny"
pasuje jak ulał do tego kontestatora i ironisty, który nadawał ton wielu
pionierskim zdarzeniom punkroka. Luter przybył do Warszawy jako
zaprawiony już w bojach nestor sceny trójmiejskiej; na koncertach Tiltu
dobierał pałki najgrubsze, dziurawiąc niekiedy wypożyczone bębny. Teksty
pisał po angielsku, uważając, że to język odpowiedni dla rocka;
znajdują się wśród nich najlepsze teksty, jakie w tamtym czasie
powstały. Pomieszkując u Franza na poddaszu, podczas domowych prób
grywał na starej walizce. Ulubiony obiekt napaści milicyjnych i
"dołowań" na 2-4 lub 4-8.
15 grudnia 79. Koncert
Tiltu w Teatrze "StUDIO". Punkrok w Pałacu Kultury - w symbolu
Babilonu! Kierownik Galerii "Studio" postanowił okrasić występem
warszawskich punkowców wystawę fotografii prezentującą "prawdziwych
punkowców z Londynu". Jako menedżer grupy przekonałem z Heniem Gajewskim
sympatycznego kierownika, że Tilt to niewinna grupa kontestujących
licealistów. Przyszły tłumy; zespół początkowo bał się wyjść zza kulis;
widownia buzowała jak ocean przed burzą. W końcu Tilt dał świetny
koncert, a na zakończenie wystąpił dyr. "Studia", Józef Szajna, który
własną piersią zagradzał drogę rozentuzjazmowanej publiczności i
ostatecznie zarządził odcięcie muzyko-dojnego prądu. Sukces
celebrowaliśmy na Dworcu Centralnym - gdzież indziej!
Lata 70-te: Dworzec
Centralny. Po 10 wieczorem w Warszawie można było w zasadzie tylko tam
pójść, jeśli nie gustowało się w dancingach; kasy na elitarne "Ścieki"
nie było. Dzięki Dworcowi mieliśmy zapewnione tanie posiłki barowe, a co
najważniejsze - stały kontakt z rzeczywistością upadającego socjalizmu.
Oraz z dworcowym "dołkiem" i jego wesołymi MOdsami.
=Tam chadzali tiltersi... my okupowaliśmy Deptak Wschodni i Starówkę=[Miro]
=Tam chadzali tiltersi... my okupowaliśmy Deptak Wschodni i Starówkę=[Miro]
1980 r... i wcześniej, i później: Tomkalski.
Ten
to był punkowiec oryginał! W czasach niesprzyjających samotnym
wędrówkom punkowca po mieście, Tomkalski vel Men chadzał np. do wesołego
miasteczka na Bródnie z zielonymi włosami, strojem organizacyjnym i
twarzą wysmarowaną na biało. Z takich eskapad nie wracało się cało! Po
sezonie prób gry na saksofonie, odbywanych zazwyczaj w szafie u
Dziewczyn (bo sąsiedzi i sprzymierzeni z nimi MOdsi), Men grał w
rozmaitych kapelach, od Tiltu poczynając.
=Miro i wiosna 1980 r - w
Pe-ki-nie rozpoczyna się pierwsza "zabawa punkowa", czyli "punkoteka"
na której grane były kawałki punkrockowych grup Sex Pistols, Ramones,
The Clash, Sham'69, XTC i innych. Cała nasza załoga Ja z Krzyśkiem,
Wojtkiem i kilkoma punkami stała się stałymi bywalcami owych potańcówek.
Gorliwi organizatorzy "dyskotek" filmowali każdy nasz występ... taśmy
przekazując SB-ecji. Nas to oczywiście nie interesowało. Ubieraliśmy się
w stare podkoszulki t-shirt na to marynary, krawat, łańcuchy na szyję i
kilo agrafek. Spodnie, rurki zszyte agrafami. Na twarzy niewielki
makijaż... włosy usztywnione. Byliśmy postrachem ulic,
zrywaliśmy wszelkie plakaty disco-pochodne. Rzucaliśmy farbami i
sprayami w klientów Disco-Hybrydy. Dezorganizowaliśmy wszelkie koncerty
np. koncert Drupiego w Sali Kongresowej - demolka, Omegi - demolka...
itd. Epidemia discomaniakow została zdławiona.=[Miro]
8 sierpnia '80: ksu
i poland i Festiwal New Wave w żołnierskim amfiteatrze. Było to chyba
apogeum PP; na jednej scenie spotkały się wszystkie niemal zespoły,
frakcje, załogi, przełamując rozmaite, fikcyjne najczęściej animozje i
anse. Obecni na festiwalu wysłannicy niemieckiego pisma "Sounds" piszą
duży artykuł o polskiej scenie punkowej. Zafascynowani zwłaszcza
zespołem KSU, wokół którego narosła legenda, że są stuprocentowymi
Ukraińcami, członkami UPA, mają w plecakach szmajsery, granaty i co tam
jeszcze. Obawa przed "zmilitaryzowanym oddziałem" KSU trzyma w ryzach
bramkarzy, co minimalizuje straty. Po trzydniowym festiwalu część załogi
pojechała do Gdańska i została tam dłużej - zaczął się strajk w
Stoczni. A w Ustrzykach Dolnych, obok KSU, zadebiutował zespół Poland z
Kazimierzem Staszewskim jako liderem. - Nie mieliśmy żadnej próby,
basista po raz pierwszy trzymał gitarę i grał akordami, perkusista nie
wiedział, co ma robić i cały czas dawał solówkę, gitarzysta, któremu
kazaliśmy wcześniej ściąć pióra, wykonywał swoje folkowe kawałki, a ja
się darłem - wspominał później Kazik.
Też jakoś latem '80: sukcesy
koncertowe Kryzysu, przemianowanego na Kryzys Romansu (wariant
nowofalowy). Afek Brylewski tłumaczy to tak: Nazwę Kryzys Romansu
wymyślił w uzgodnieniu z Maćkiem Góralskim Marek Wiernik, który wówczas
próbował pisać o punk rocku, ale czynił to nadzwyczaj ostrożnie i chyba
obawiał się używać nazwy Kryzys. Maciek "Guru" Góralski stanowił silny
napęd intelektualny Kryzysu i części warszawskiej sceny. Miał kontakty w
zachodnim świecie muzycznym, orientację w nowościach, był, tak jak
Franz, propagandzistą.
Brylewski: -
Poznaliśmy go na giełdzie płytowej w Hybrydach, działał wtedy z takim
swoim zespołem, New Bitels się nazywali. Grali covery Beatlesów.
Góralski wyraził chęć współpracy z nami, a ponieważ pisał świetne
teksty, to się zgodziliśmy. Wiedział poza tym, co w literaturze warte
jest uwagi i podsuwał nam różne rzeczy, na przykład 'Proces' Kafki, na
podstawie którego napisaliśmy utwór pod tym samym tytułem...
Listopad '80: Festiwal
Nowej Fali w Toruniu. Grają m.in. Tilt, Kryzys, Deadlock, Kanał, Poland
i inni. Przygrywką do tego były występy w liceum im. M. Dąbrowskiej, na
których prezentował się też Andy Warhol Interview, organizm wymyślony
przez happenera i sytuacjonistę Andrzeja Zuzaka (dziś w Norwegii).
Rastaman (Tomasz Szczeciński): filar Tiltu i prekursor jamajskich rytmów
w Polsce. Dziś prowadzi imprezy a muzyką południowoamerykańską i
afrykańską w swym ukochanym Trójmieście.
GrudZień '80: Deuter.
Paweł Kelner i Kamil Stoor zakładają formację Deuter, jedną z
największych koncertowych atrakcji PP znaną z "nihilizmu muzycznego",
czyli nikłej umiejętności gry na instrumentach. Nagrania studyjne brzmią
z tego powodu dużo mniej interesująco niż występy na żywo. Teksty Pawła
byty ostre, atakował w nich system polityczny, często w niewybrednych
słowach. Tak jak w owym czasie Tilt, Kelner wprowadził do niektórych
piosenek cytaty biblijne: nurt starotestamentowy przerodzi się wkrótce w
regatową eksplozję i słynny styl "Wisła Nyabinghi".
=W tym czasie powstają nowe zespoły, nieraz jednego koncertu. Grają i rozwiązują się i znów grają w innym składzie i rozpadają się... piękne czasy dla spontaniczności.=[Miro]
=W tym czasie powstają nowe zespoły, nieraz jednego koncertu. Grają i rozwiązują się i znów grają w innym składzie i rozpadają się... piękne czasy dla spontaniczności.=[Miro]
1981 F.: Kacza
Faja. "Dżadża", "Nattydread is taking over", "kacza faja",
"dred-in-a-babilon", "natty faja's berning rajt" i podobne zawołania są
dowodem trwałego wpływu kulturalnego Karaibów na ziemiach polskich.
Lipiński: -
W sytuacji, kiedy wokół cały świat się wali, a taki był stan wojenny,
to ludzie zawsze szukają i zwracają się do siebie do środka i sprawy
duchowe zaczynają mieć większe znaczenie. Dla odszczepieńców, jakimi
byliśmy, ta cala koncepcja rastafariańska na naszych oczach się
materializowała. Babilon jako sowieckie imperium itd. Popularność reggae
w połowie lat 80. jest zrozumiała. Ja byłem trochę na uboczu - choć
zawsze reggae było dla mnie inspirujące, to nie mogłem do końca w to
wejść.
1981 NowaFala a'la komuna.: =
Piękna Izabela. PP w natarciu; branża i system się bronią. Jako
podstępne lekarstwo na bunt "potrzebującej się wyszumieć młodzieży"
zaaplikowano Izabelę Trojanowską. Dziewczyna była atrakcyjna, nie można
powiedzieć, ale podstęp się nie udał.=[Miro]
Luty '81: Post
Remont. "Galeria Remont", mieszcząca się w klubie będącym punktem
kontaktowym i głównym skrzyżowaniem PP zostaje przechrzczona na "Post
Remont". Miało to być miejsce otwarte od rana do wieczora dla każdego,
kto złoży jakąś sensowną ofertę. Chodziło o zpopulizowanie miejsca,
odejście od awangardowego elitaryzmu na rzecz, przestrzeni, gdzie można
pokazywać, a także sprzedawać swoje wyroby, koszulki, kasety, fanziny
itp. Wydawaliśmy też z Henrykiem oraz Franzem pisemko o tej samej
nazwie. Nie słyszeliśmy chyba jeszcze o postmodernizmie, ale że już jest
"post" - tego byliśmy pewni. W rzeczywistości chude lata były dopiero
przed nami.
9 kwietnia '81: Milo
i Amok. Razem i osobno obydwaj dżentelmeni byli reprezentantami PH,
poprzedniej rodzimej formacji: Polskich Hippisów. Nie zmieniało to
faktu, że cieszyli się popularnością wśród PP-owców, wbrew regule "nigdy
nie ufaj hipiejowi". Milo, niezmożony uczestnik polskiego życia
muzycznego, członek Osjanu, grywał czasem z Tiltem lub Kryzysem,
zwłaszcza już w ich wydaniach bardziej karaibskich. Amok z Andrzejem
Zuzakiem i Krąży Karolem wystąpili okazjonalnie w "Hybrydach" jako
formacja posthipisowskich parapunkowców. Dziś pan Milo Kurtis tworzy
coraz to nowe wariacje muzyczne i sceniczne, natomiast pan Andrzej
Turczynowicz jest znanym makrobiotykiem i specjalistą shiatsu.(sic!)
1982 r.: Płyty
Deadlocka i Kryzysu. Wydane w Anglii i Francji bez autoryzacji muzyków.
Kręcił się pod koniec '81 jakiś punk francuski z rzekomymi koneksjami w
tamtejszej branży - w efekcie wywiózł nagrania i dalej nimi sam
dysponował. Robert Brylewski ocenia ten epizod jako "przykrą porażkę",
dla innych był to prestiżowy sukces". Nagrania rażą marną jakością,
członkowie zespołów nie dostali naturalnie ani grosza.
JeSZCZe '82:
Brygada Kryzys.Połączenie sił dwóch legendarnych zespołów: Kryzysu i
Tiltu. Wkrótce ukaże się legendarny "czarny album", zamykający ten etap
historii PP.
Lipiński: -
Tilt się rozpadł w 1980 roku. Kryzys się ostał, bo oni się podłączyli
do Stołecznej Estrady. To znaczy Jacek Olechowski, brat ministra
Andrzeja, był człowiekiem, który się kręcił w tym biznesie i postanowił
pomóc Kryzysowi. Któregoś dnia pojawił się u mnie Robert Brylewski z
Jarkiem "Gruszką" Ptasińskim i złożyli mi propozycję założenia wspólnie
grupy. Spodobało mi się to. Był tylko jeden warunek postawiony przez
agencje -utrzymać nazwę Kryzys. Nie mogłem na to przystać, wymyśliłem
więc nazwę Brygada Kryzys. "Czarny album" nagrany został na początku
stanu wojennego, kiedy sprzęt grupy stał zaplombowany w klubie Remont.
Okazało się, że firma Tonpress oddaje do użytku nowe studio i trzeba je
przetestować... rozpoczyna się okres tzw.'znajomości i współpracy'. =Ja z
naszą grupą przechodzimy do podziemia...=[Miro]
=Warszawa '82 i do połowy '83 -
zawiązuje się moja grupa "Monsters". Występujemy na przeglądzie muzyki
nowofalowej gdzieś w klubie przy ul. Grzybowskiej v/v Cepeli. W
pierwszym składzie grałem Ja na gitarach i przeszkadzajkach, Tomek T. na
basie, Andrzej N. na drumsie (I skład), Grzesiek K. na drumsie (II
skład). Na klawiaturce Tomek K. Graliśmy b.ostre kawałki przypominające
połączenie The Clash i MC5. Na koncercie w auli Konarskiego przy
Okopowej 55A, w marcu 1982r. zagraliśmy nasz przebój "Intruz" z moim
tekstem oraz 2 kawałki Ramones. Oj! Było ostro! Zespół rozwiązał się w
końcu 1983r. Później wszystko zeszło na psy... a my do
underground.=[Miro]
Ze źródeł własnych oraz zapisków i wywiadów z "machinom"y"
Jan. Miro.
_______________________________________
#Punk #Story #Warsaw #Society #1978 #1990


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz