niedziela, 18 kwietnia 2004

BUNT NIEZWYCIĘŻONY

 

 

Bunt, rzucony na podłogę, zgięty i złamany, jęczący z żalu. 
Płytki jego oddech, ostatnie podrygi; 
rozdarte już serce, pozbawione życiodajnej czerwieni. 
Nieuchronna kapitulacja – jego rozdarty tron, pozbawiony znaczenia.

Bunt, zgasła latarnia, zniknęła ochrona. 
Drzwi zagłady otworzyły się, 
ziejąca paszcza ruiny uwolniła się na wszystkie cnoty, 
całą dobroć, całe miłosierdzie śmiertelnego rodu.

Bunt, zbyt słaby, by zapewnić schronienie, 
zbyt kruchy, by chronić, zbyt słaby, 
by być świadkiem, przeciwko profanacji przyzwoitości, 
przeciwko zbezczeszczeniu ostatniego promyka łaski, 
ostatniego błysku wiary.

Bunt, pozbawiony godności, uduszony przez tych, 
którzy zmęczyli się troską – wzrok spuszczony w dół, 
wzruszenie ramionami, 
głowy odwracające się od tego, 
którego kiedyś nie mogli znieść.

Bunt, potężna siła rzucona na kolana, 
a następnie przybita do drzewa. 
Ostatni cień nadziei 
wyparowujący w ostrym świetle rezygnacji, 
poddania się, porażki. 
Czy nie będzie zmartwychwstania, 
rozstąpienia się chmur, cudu nadziei? 
Być może trzeciego dnia —
być może — nigdy.


___________________________

Jan. Miro.
18 20
04 04

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz