piątek, 16 kwietnia 2010

Wiersze wojenne

Wiersze wojenne
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


WAR

Wojna, wojna, wojna
Na darmo trud ojca
Na darmo ból matki
Wojna, wojna, wojna
 Pokąsane usta
Rozkrwawione wargi
Wojna, wojna, wojna
Tysiące miłości
Miliony zazdrości
Wojna, wojna, wojna
Sterty trupów
Pola kości
Wojna, wojna, wojna

Już nie dla nas kwiatów zapach
Już nie dla nas słońca blask
Zasnuci chmurami dymu
Liczymy życia czas !

Wojna, wojna, wojna
Czerwone morza,
Zardzewiałe szpony wiatru
Wojna, wojna, wojna
Smutne oczy dziecka
Słone potu strugi
Wojna, wojna, wojna
Strugi łez lodowatych
Pustych okien wrzask
Wojna, wojna, wojna

Nie chcemy więcej śmiechu!
Nie chcemy więcej oddechu!

Ja chcę żyć !
Ty chcesz żyć !
Wy chcecie żyć !

To już nie wojna, to strach !

1619
0486

~~~~~~~~~~~~~~~~~~Jan.Miro~~~~~~~~~~~~~~~~~`

sobota, 10 kwietnia 2010

OWOCE FREUDA



Wernisaż u Freuda, gdzie kalafiory
Furkają brednie, luzują rozpory.
Odkazić system ...
Wydłubać śliwkę ...
Oto ich idee.

Mało zdolny, nic znaczący mamrot
Odłupuje rektyfikowane fuzle,
Pociąga z flaszki
I ślepnie zdolność jego komunikacji.
Spryciarz, już umniejszył swoją magię.
W makrosocjologicznym ziewnięciu
Odplunął planetarnym grzybem
I przyjemnie osiadł na starej kanapie.

Zoperować przechodnia onyksowym nożem fantazji,
Aby mówić zaczął po rusku.
Kufelek piwka wlać do otworu gębowego
Erekcja głupoty zapewniona.

Dywergencja masy hipokryzji
Dziesięciokrotnie normy przewyższyła.
I cóż z tego ?
Gdy ołowiany tupet dziadostwo
Ukuł na blachę.

Na dywaniku, powoli i ociężale
Jak kretyn co zdanie zapamiętuje.
Skrada się,
Jęzor głaszcze,
I przykuwa usta do ministerskiego stołka,
Kroczy w około,
Łypie oczyma i śliną nasącza nogawki.
Pluje wciąż nowe slogany
I pada nie wiedząc co czynić dalej.
Sączy przez zęby “To moja władza !”
Czy sens jego działania jest li tylko powłoką,
Sfabrykowanym gadżetem ?
Sfilcowanym włosem ?
Szyderstwem ludzkim ?
NIE !
To tylko fąfel, ludzki śmieć,
Wazeliniarz i ślizgacz vat-owski.

Nafaszerowali telewizor jadem faryzejskim,
Aby zdobyć fenomen złośliwości.
Zgnietli wiekowe tradycje wyciskając
Kretyńskie nonsensy.
Szlam postulatów wyszperali i na falę
Puścili wieczorną.
Nadżarte, wytarte i wykolejone chimery
Frazesy sypią od rana.
Stelaż głupoty przez dobę rzeźbią
I pozyskują nowych infantylnych ślepaków.
Psycho TiVi dewiacją swa wątpliwości rozpuszcza
I nowego człowieka produkuje.

Za wszystkim stoi cień freudowskiej
Paranoi i niszczy myśl stworzoną przez wieki.
I tak powstaje nowy i piękny wariat
Dla państwowej bezpieki.


____________
Jan.Miro.
1119
0790