piątek, 20 lipca 2007

Żar na spacerniaku

 

 

Przez dziką muzykę wąskich, krętych uliczek,

przez nagie miasto tętniące gorącym życiem,

uwolniony z klasztoru ponurych myśli wreszcie,

mój duch wiruje jak liść na swawolnym wietrze.

 

Przez cichą samotność śpiących, złocistych plaży,

przez lśniące słońce co w blasku się żarzy,

upojony słonym, morskim zapachem sensu,

płynie noc bez początku, bez końca, bez kresu.

 

I ona się śmieje, i płacze, i namiętnie woła,

a ty szepczesz mi żarliwie w rozpalone serce,

„Jestem twoja, jestem twoja, jestem cała twoja!”

i drżę cały jak liść co oczekuje więcej.

 

I znów życie mnie kusi, znów zmysłowo oplata,

tą piękną, kolorową pustką naszego bytu,

w tobie, we mnie, w szaleństwie gorącego lata,

w którym tonę bez oporu i bez wstydu.


_______________________________________

Jan. Miro.
20 20
07 07